piątek, 14 marca 2014

Neonowe szaleństwo!

TAK! SZALEŃSTWO!


Dużo się dzieje, to na pewno. Ostatnio przepełniają mnie pomysły i za dużo chciałabym zrealizować na raz :D


Tutaj to przede wszystkim cieniowanie. Długo nosiłam się z zamiarem wypróbowania cieniowania robionego "na raz". To metoda w której maluje się gąbeczkę kilkoma kolorami i na raz przykłada do paznokcia. Do tej pory cieniowałam pojedynczymi kolorami i "dociapywałam" kolejne warstwy kolorów. Metoda "na raz" jest znacznie szybsza, jednak też wymaga wprawy.


Wszystkie paznokcie pokryłam najpierw białym lakierem bazowym Safari nr 56. Dwie warstwy dały idealne krycie. Lakier był dość gęsty, ale na pewno dzięki temu bardziej kryjący.




















Do cieniowania użyłam gąbeczki do makijażu z Rossmanna oraz lakierów China Glaze z kolekcji Sunsational. Jasny, ciepły róż to ChG Neon & On & On. Użyłam go również do pokrycia pozostałych paznokci u prawej ręki. Fiolet to ChG That's Shore Bright. Niebieski to ChG Too Yacht To Handle. Pozostałe paznokcie lewej ręki to też ten kolorek.



Do zdobienia wszystkich paznokci oprócz serdecznych i środkowych użyłam taśmy do zdobień. Uf! Ile ja się namęczyłam, żeby wszystko równo poprzyklejać :D


Całość pokryłam srebrną mgiełką Wibo 139 oraz topem INM Out The Door.




















Dalej mam kilka zdjęć w sztucznym świetle.




Poniżej użyte lakiery. Niestety zapomniałam o mgiełce :D


I jak? Jak Wam podoba się moja szalona wizja :D


czwartek, 13 marca 2014

Pixy Stix and Cotton Candy

Dzisiaj pokaże mani z przepychem. Są i dwa kolory bazowe, i wzorek, i brokat, i paski!


To może od początku :) Ciemniejszy lakier bazowy to Orly Pixy Stix, który okrutnie mnie męczył. Kupiłam w końcu i absolutnie nie żałuję. Lakier może nie jest idealnym jednowarstwowcen, ale malowało się przyjemnie. Nie pamiętam ile warstw dałam, ale chyba trzy. Znając zycie gdzieś jakiś prześwit sobie zrobiłam :D


Jasne kolorek to Orly Cotton Candy. Piękny odcień idealnie zgrywał się z Pixy Stix. Naczytałam się w internecie jaki to on nie jest ciężki w obsłudze, że smuży, że nie kryje. Ku mojemu zaskoczeniu, byłam całkiem zadowolona. Fakt, trzy warstwy to wręcz konieczność, ale nie było tak źle jak to sobie wyobrażałam. Warstwy schły szybko, nakładając następną nie rolowało się poprzedniej. Na prawdę pozytywne zaskoczenie :)




















To mani jest jednym z tych "pod wpływem impulsu". Sama nie wiedziałam co tu dołożyć, więc jakoś tak w ruch poszło wszystko.


Na początek zaczęłam od wzorków z płytki XL PRO 03 firmy MoYou London. Wiecie już na pewno, że jestem w nich zakochana. Mam jednak małe "ale". Ostatnio mam wrażenie, że nie wszystkie moje płytki są równie WOW. Niektóre wzory usilnie nie chcą mi się odbijać.. sama nie wiem czy to moje wina, czy płytek.



Wzorki wykonałam lakierem magnetycznym Essence 09 Magic Red Carper. Całość jak zwykle pokryłam Golden Rose Gel Look i INM Out The Door.


Potem wpadłam jeszcze na pomysł brokatowych pasków. Brokat to Simple Beauty 164. Nałożyłam go od pasków do french'a ze szczelinkami. Bardzo lubię brokaty SB, fajnie się nakładają, mają świetne kolory, duży wybór. Niestety miejsce gdzie je do tej pory kupowałam zniknęło :(


Przez chwilę myślałam, że może trochę przedobrzyłam z tym wszystkim. Jakoś specjalnie nie byłam zachwycona efektem. Mani dość szybko poszło do zmycia. Chyba w moim wypadku co za dużo to nie zdrowo :D



Poniżej użyte cudeńka


I zbliżenie na lakiery



Jak Wam się podoba, za dużo dobroci na raz?


wtorek, 11 marca 2014

Randka z fioletem

Dzisiaj pokażę Wam manicure, który strasznie mi się spodobał. Nosiłam go dopóki całkiem się nie zniszczył.


Jasny lakier to Essie Meet Me At The Altar. Nie dajcie się zmylić zdjęciom, to nie biel! Bo na niektórych, na moim monitorze trochę tak wygląda.. To bardzo przyjemny chłodny, rozbielony odcień różu z delikatnymi, srebrnymi drobinkami. Moja wersja ma wąski pędzelek. Użyłam tutaj trzech warstw i osiągnęłam pełne krycie.




















Cała koncepcja powstała po nieudanych ćwiekach ostatnio. Ćwieki ze mną wygrały, więc w ruch poszły mniejsze ozdóbki. To okrągłe, płaskie, fioletowe kółeczka, które nabyłam chyba z 10 lat temu. Przeleżały nieużywane cały czas paznokciowej ignorancji i powróciły teraz do łask. Świetnie się sprawdziły, pokryłam je dwoma warstwami topu i nie haczyły ani nic takiego. Ich kolor zdeterminował resztę mani, od razu pomyślałam o pewnym pięknym Kleancolorze, który ma identyczne drobinki!


Kleancolor o którym mowa to 36 Sparkle Purple. Jest niesamowicie urokliwy. Ja dałam jedną warstwę tego brokatu na bazę z Joko J117 Sweet Plum. Joko to shimmerkowy, ciemny fiolet, idealnie pasujący do Kleancolora.


Uwierzcie, że żadne zdjęcia nie oddadzą piękna tego brokatu. To dość drobny glitter w kolorze różu i fioletu. Piękny!!!




















Kleancolory ogólnie maja tylko jedna małą wadę, a może dwie. Śmierdzą strasznie i słabo schną. Ja nawet nakładając na wierzch INM Out The Door długo czekam, żeby upewnić się, że wszystko jest suche. Cóż, jak dla mnie warto się poświęcić, na prawdę warto!


Mani wyszło bardzo elegancko, tak dostojnie :) Bardzo mi się podobało, mówiąc nieskromnie :D

Tutaj mam zdjęcie w sztucznym świetle. Myślałam, że uchwycę choć trochę czar tego brokatu... ale nie! Nie da rady ;)


Powyżej użyte lakiery i ozdoby

 

Jak Wam się podoba?





sobota, 8 marca 2014

Szaraczki, które miały być...

Tak, słowo klucz dzisiaj to MIAŁY BYĆ. Koncepcja tego mani była dużo ciekawsza, niż to co zobaczycie poniżej.


Miałam ochotę wypróbować kwadratowe ćwieki, które jakiś czas temu kupiłam. Miało być czarne mani z szarym akcentem i trzy czarne, kwadratowe ćwieki przez środek szaraczków. Wyszło świetnie! Wierzcie mi..

A potem top coat zepsuł wszystko. Nie wiem, być może coś robię źle... ale chcąc zalać ćwieki bezbarwnym, narobiłam tylko masę bąbelków. Eh... było mi taaaaaaak przykro!




















Żeby tego było mało, po felernych ćwiekach stwierdziłam, że to mani prosi się o czarne "coś" na tym szarym kolorku. Może Konad? To zawsze wychodzi...

Nie dzisiaj!


Konad też zepsułam.. Więc malowanie po raz trzeci szarych paznokci było nieuniknione. To nie był mój dzień! Jak po trzeciej próbie udało mi się szaraki zmalować, to zostawiłam je w spokoju. Nie kusiłam losu już bardziej!




















Czarny lakier to O.P.I Black Onyx. Przyjemny lakier. Do pełnego krycia wystarczyły dwie cienkie warstwy. Lubię szerokie pędzelki, jednak płasko ścięty pędzelek O.P.I może być zdradliwy. Moje O.P.I maja na tyle fajną konsystencję, że mimo takiego pędzelka mogę z łatwością zrobić ładny łuk przy skórkach. Opika dorwałam oczywiście w jakiejś rozsądnej cenie. Nie zrozumcie mnie źle, są super... ale nie dałabym ponad 40zł za sztukę...




















Szaraczek ze zdjęcia to Virtual London Fog. Wiecie już, że Virtuale darzę miłością wielką, prawda? Ten nie jest wyjątkiem. Na zdjęciach są chyba trzy warstwy, z tego całego zmywania sama nie pamiętam... Tak czy owak, to piękna jasna szarość. Bardzo lubię ten lakier! Oczywiście konsystencja rewelacyjna, a lakier mam już dobre 6 lat.

Całość pokryta jedną warstwą INM Out The Door.



I jak? Może być? Brakuje mi tych wymarzonych ćwieków :(



niedziela, 2 marca 2014

Różyczki

Dzisiaj mam coś delikatnego. Mani przyszło mi do głowy po prośbie Nefty z bloga Nefty's Lottle World. Poprosiła o małe porównanko nudziaków, m.i O.P.I My Vampire Is Buff, który gra dzisiaj pierwsze skrzypce.


Ten O.P.I to taka kość słoniowa, nie ma ani tonu różu. Jest bardziej neutralny, w kierunku żółtego. Uwielbiam ten kolor!



















Malowanie przyjemne, choć mi do pełnego krycia potrzeba było trzech warstw. Mam wyjątkowy talent do robienia prześwitów.


To jedno z tych mani, które aż prosi się o zdobienie. Ja postanowiłam dorzucić różyczki stempelkowe. Tylko na dwóch paznokciach jednak, bo kolor jest tak idealny, że nie chciałam go zbytnio przytłumić.




















Wzorek pochodzi z płytki XL PRO 07 firmy MoYou London. Czarny lakier jakiego użyłam to Essence Nail Art Stampy Polish. Fajnie się odbija, szkoda, że cena w stosunku do pojemności jest dość wysoka. Całość pokryłam Golden Rose Gel Look i INM Out The Door.




Jak Wam się podoba?