Bazą jest lakier Manhattan Lotus Effect 61V. To śliczny kremowy, przybrudzony fiolet, na który położyłam mgiełkę Wibo 134.
Kilka lakierów Manhattan z tej serii dorwałam w bardzo fajnej cenie w sklepie ezebra.pl.
Lakiery mają fajną konsystencję i (w większości) niezłe krycie, do tego
dochodzi wygodny, szeroki pędzelek, który uwielbiam. Razem tworzą
lakier dla mnie idealny i bezproblemowy. U mnie dwie warstwy.
Całego charakteru temu mani nadaje piękny wzorek pochodzący z płytki PUEEN 26 z kolekcji Love Elements. Wzorek wykonałam czarnym lakierem do stempli Konad. Całość pokryłam topem Golden Rose Gel Look.
Płytki PUEEN nabyłam jakiś czas temu wprost ze strony producenta. Trochę mnie kosztowały, ale uważam, że warto. Cały zestaw to 24 płytki, zapakowane są w małe, skóropodobne etui. Wzory oczarowały mnie od razu, są niesamowite. Mam na prawdę sporo płytek innych firm, ale te po prostu musiałam mieć. Dzięki pewnej dobrej duszy, która pomogła mi przy zakupach (wielki buziak dla Niej :*), już po niespełna 3 tygodniach były bezpiecznie u mnie. Zawsze trochę panikuję przy zamówieniach ze Stanów, ale płytki dotarły bezproblemowo. Dopiero zaczęłam proces testowania, jestem jednak oczarowana ich jakością. Myślę, że za jakiś czas opiszę szerzej wrażenia.
Ja swój zestaw trzymam w woreczkach strunowych, ponieważ trochę niewygodnie wyjmowało się je z oryginalnego etui.
Mam nadzieję, że mani podoba Wam się równie bardzo jak mi!